Oszczędności w oświacie szukają władze Elbląga. W szkołach likwidowane są telefony. Pracę tracą woźni i bibliotekarze. Nauczyciele otrzymają mniejsze wynagrodzenie.
W Elblągu nie ma pieniędzy na edukację. Brakuje prawie 6 milionów złotych na wynagrodzenia dla nauczycieli. Oświata pochłania połowę budżetu miasta. Brakuje subwencji z kasy państwa.
Na prośbę władz miejskich dyrektorzy elbląskich szkół przygotowali programy oszczędnościowe.
- Nie mam już na czym oszczędzać, mogę jedynie zamknąć szkołę – mówi Marian Kamasz, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Elblągu. – Myślałem o gimnazjum niepublicznym. Miesięcznie rodzice musieliby płacić za naukę dziecka około 400 złotych.
Oszczędności dyrektorzy mają szukać w administracji.
- Mam już tylko jeden numer telefonu, będę musiał jeszcze zwolnić jedną z dwóch bibliotekarek – skarży się jeden z dyrektorów. – O woźnych, konserwatorze czy sprzątaczkach boję się myśleć.
Pracę mogą też stracić nauczyciele przedmiotów zawodowych. Inni muszą się liczyć z tym, że będą od września mniej zarabiali.
- Nie będzie płatnych nadgodzin. Nauczyciel będzie miał gołą pensję za 18 godzin lekcyjnych. Nie zarobi na chleb – obawia się Maciej Czarnocki, przewodniczący elbląskiej Solidarności nauczycieli.
Już teraz nauczyciele w Elblągu nie dostają wynagrodzeń za dni świąteczne.
W jednej z elbląskich podstawówek dyrektor wpadł na pomysł, aby oszczędności poszukać w łączeniu klas I – III.
- Z dwóch drugich klas chce zrobić jedną, w której ma się uczyć prawie 40 dzieci – opowiada Marek Pruszak, wiceprzewodniczący rady miasta. – To bez sensu.
Autor artykułu:
Ingrid Hintz