Nadzalewowi rybacy zrzeszają się w związek, który będzie reprezentować ich zawodowe interesy. – Bardzo nam zależało na pozyskaniu silnego partnera w rozwiązywaniu problemów tego akwenu – podkreśla Michał Oliwiecki, kierownik biura Komunalnego Związku Gmin Nadzalewowych. – Gdy ma się do czynienia z prawie 300 niezrzeszonymi rybakami, to nie wiadomo z kim rozmawiać.
- Głównym naszym celem będzie wznowienie akcji zarybiania zalewu – mówi Janusz Kościanowski, członek Komitetu Założycielskiego Stowarzyszenia Rybaków Zalewu Wiślanego. – Przede wszystkim myślimy o węgorzu. Od niego zależy nasz byt.
Wniosek w tej sprawie do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska przygotowuje Komunalny Związek Gmin Nadzalewowych. Na liście, oprócz węgorza, ma też być umieszczony narybek: szczupaka, lina, miętusa, bolenia i karasia. Bez zrzeszenia się rybaków i zadeklarowania przez nich swojego wkładu w realizację projektu, jego wdrożenie w życie byłoby niemożliwe.
- Zamierzamy też aktywnie działać na rzecz ochrony narybku – podkreśla Janusz Kościanowski.
Związek złożył już dwa wnioski do wojewódzkich funduszy ochrony środowiska: pomorskiego i warmińsko-mazurskiego o dofinansowanie zakupu sit ochronnych do żaków. Bez wsparcia funduszu rybak musiałby zapłacić za sito ok. 2 tys. zł.
- Musimy zadbać o odnowę rybnych zasobów zalewu – podkreśla Janusz Kościanowski. – W przeciwnym razie pozostaniemy tylko elementem miejscowego folkloru.
Autor artykułu:
Grażyna Gosk