Małżeństwo Przybylskich od 7 miesięcy mieszka na dziko w pokoiku bez wody i prądu. Małżonkom, którzy nie mają szans na szybką zmianę warunków mieszkaniowych, w lutym narodzi się dziecko.
Pokoik mieści się w budynku przy ul. Kościuszki 12. Gdy Wioletta i Artur Przybylscy brali ślub i wyprowadzili się od rodziców liczyli, że będzie to ich tymczasowe lokum – starali się o prawo do mieszkania komunalnego. Niestety, wielomiesięczne zabiegi nie zakończyły się powodzeniem.
- Gdy się tu wprowadzaliśmy żona była w drugim miesiącu ciąży – mówi Artur Przybylski. – Złe warunki lokalowe stworzyły poważne zagrożenie dla naszego mającego się urodzić dziecka. Żonie groziło poronienie i musiała przez dłuższy czas leżeć w szpitalu – twierdzi małżonek.
Przybylscy, zdaniem urzędników, nie mają większych szans na otrzymanie w najbliższym czasie mieszkania komunalnego.
- Nie dysponujemy tak dużą liczbą lokali, aby zadowolić wszystkich potrzebujących – mówi Jerzy Welke, wiceburmistrz Braniewa. – Bardzo wiele osób w Braniewie znajduje się zresztą w znacznie gorszej od państwa Przybylskich sytuacji.
W Braniewie lista rodzin ubiegających się o mieszkania komunalne liczy 300 nazwisk. Z powodu zastoju w budownictwie, w przeciągu około dwudziestu lat, w mieście powstał tylko jeden budynek komunalny. Z każdym rokiem władzom samorządowym jest także coraz trudniej pozyskiwać lokale, które mogłyby przeznaczyć dla potrzebujących. W ciągu ubiegłego roku było ich zaledwie parę.
Gdy próba zdobycia mieszkania komunalnego zakończyła się fiaskiem, Wioletta i Artur postanowili zalegalizować swój obecny status lokalowy. Pech jednak nadal ich nie opuścił.
- W pokoju, w którym mieszkają, nadal jest zameldowana poprzednia lokatorka, która wiele miesięcy wcześniej wyjechała z Braniewa, najprawdopodobniej za granicę – wyjaśnia wiceburmistrz Welke. – Jej wymeldowanie można załatwić wyłącznie na drodze postępowania sądowego, a to może potrwać nawet do pół roku – dodaje samorządowiec.
Niepewne swych losów małżeństwo, nie decyduje się na żadne usługi remontowe. Zgodnie z prawem nie ma też zresztą do nich żadnego prawa. Przybylscy mieszkają więc w pokoju podzielonym na trzy części – na sypialnię, kuchnię i łazienkę. Zajmowany przez nich ,apartament” nie ma wody, ani prądu. Energia elektryczna została odłączona z powodu zaległych rachunków, których nie uiściła poprzednia lokatorka.
- Nie wyobrażam sobie, w jaki sposób w takich warunkach mamy wychowywać nasze dziecko – martwi się przyszła matka. – Przecież tu nawet nie ma jak się umyć.
Przybylscy wodę przynoszą w wiadrze od sąsiadów. Kiedy się ściemni siedzą przy świeczce. Kuchenkę urządzili sobie w kącie pokoju. Ich lodówka, to parapet za oknem.
- Żyjemy cały czas ze świadomością, że w każdej chwili może tu przyjść ktoś, kto każe nam się wynosić – mówi Artur Przybylski.
- Do rodziców nie możemy wrócić. Żadna z rodzin nie ma warunków, by nas przyjąć – kończy Wioleta.
Autor artykułu: Agnieszka Staniszewska